• Wpisów:47
  • Średnio co: 30 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 19:30
  • Licznik odwiedzin:2 130 / 1450 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Cześć i czołem.
Długo mnie tu nie było.Brak czasu,chęci.
Wróciłam z Niemiec.
Coraz bardziej się oddalam.Od wszystkich.
Jeśli chodzi o bloga...Nie wiem czy będe dalej zamieszczać dalsze częsci opowiadań.Zobaczymy.Dziś chcę podzielić się moim wierszem:
Trzymam Cię w dłoni.
Jesteś mym kwiatem jabłoni.
Dotykasz mych ust.
Nie jestem już w tym świecie.
Jestem niewiastą.
Dawającą nadzieję.
Daje miłość.
Trzymam Cię w dłoni.
Jesteś mą słodyczą.
Ja za to nie jestem nikim.
Nie możesz dotknąć mojego ciała-jednak dotykasz.
Nie możesz nic bo nie istnieję.Tak jak nasze uczucie.Bo się poddałam...
 

 
Jo próbowała się skupić na matemtyce.Jednak jej myśli wciąż krążyły wokół Margaret.Anoreksja,samookaleczanie...Jo wreszcie czuła,ze może komuś powiedzieć o sobie wszystko.Z zamyślenia obudził ją dzwonek.Ufff.Koniec lekcji.Jo poszła do swojego pokoju.Usiadła na łóżku.Niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi.Otworzyły się.To Zack.
-Mogę?-zapytał nieśmiało.
-Taa.Wchodź.
Chłopak siadł obok dziewczyny.
-Jak lekcje?
-Człowieku,wiesz ile mam zaległości?Ale nie chcę mi się podnieść dupy i iść do biblioteki.
Zack uśmiechnął się.Jo spojrzała na niego uważnie.Miał takie wyraźne rysy twarzy.Były piękne.
-Zapoznałaś kogoś?
-Margaret.Fajna z niej dziewczyna.
-O Margaret.Jest niesamowita!
Jo spojrzała się na Zacka z uśmieszkiem.
-Podoba Ci się,co?
Zack zaśmiał się.
-Margaret?Jesteśmy przyjaciółmi.Jest dla mnie ważna.Bardzo ważna.Jesteśmy sobie bliscy.To tyle.Nic nigdy nas nie połączy.Kiedyś próbowaliśmy,ale nie wyszło.Jesteśmy przyjaciółmi.To tyle.
Jo uśmiechnęła się.
-Też miałam kiedyś przyjaciółkę.Ale nie wiem czy jeszcze żyje,nie wiem co z nią się dzieje...
Zapadła cisza.
-Może już pójdę...-szepnął Zack.
Wstał i podszedł do drzwi.Stanął i odwrócił się w stronę Jo.
-Jo...Czy ja...
-Co?
Zack podszedł do Jo i ją przytulił.Dziewczyna poczuła jego silne ramiona.Zamknęła oczy.Zack puścił ją.
-Przepraszam...-szepnął i poszedł.
Jo uśmiechnęła się już sama do siebie.Wyszła z pokoju.Udała się do Margaret.
-O,dobrze,że jesteś.-Margaret ucieszyła się na widok Jo.
Obie siadły na środku pokoju.
-Chyba spodobałaś się Zackowi,co?
-Niee.Co Ty mówisz.Fajny kolega.
-Taaa.Rozumiem.
-Jesteście przyjaciółmi,prawda?
Margaret pokiwała głową.
-Tak.Bardzo się cieszę,że mam takiego przyjaciela.
Jo uśmiechnęła się słabo.
-A Ty?Twoi bliżsi znajomi zostali w Londynie?
Jo zacisnęła usta.
-Moja bliższa przyjaciółka Natalie zaginęła pół roku temu.Ślad po niej zaginął.Nikt jej nie widział,nikt nie wie gdzie jest,co robi...Czy żyje...
-I od tamtego czasu jesteś taka,no innna?
-Tak.Piłam,ba,nawet ćpałam,samookaleczałam się.Raz nawet predawkowałam leki.Policja często mnie aresztowała.No i trafiłam tu...
-Samookaleczanie,anoreksja,dażenie do perfekcji...Pieprzone bagno...Zrobiłabyś to jeszcze raz?
Jo wzruszyła ramionami.Margaret pokiwała głową.
-Ja przez anoreksję straciłam wszystko.Przyjaciółkę.Jak leżałam w szpitau to nawet nie przyszła mnie odwiedzić.No i wiesz,nawet lepiej.Czas pokazał,że to nie była prawdziwa przyjaźń.A ten skurwysyn nawet nie raczył ze mną porozmawiać,wyjaśnić wszystko.Ale to nic.Pokazała tym tępakom,że wstanę szybciej niż im się wydaje.Ale wiesz co?Nie wiem,czy jakby teraz przyszedł do mnie i powiedział,że mnie kocha-nie byłabym w stanie mu odmówić.Ale z czasem wszystko się ułoży...
Cdn.
 

 
Jo przytuliła Margaret.
-Wszyscy śmieją sie z Leny.Ale nikt nie wie że ona chciała być tylko idealna.Ale wybrała złą drogę.Teraz już to wie.Mam nadzieję,że z tego wyjdzie.Da radę.Tylko czeka ją cholernie długa droga.Mnie nadal łapią ataki.Ale coraz rzadziej.
Zadzwonił dzwonek.
Margaret podniosła torbę.
-Matematyka.Chodźmy...
 

 
Po obiedzie Margaret zaprosiła Jo do swojego pokoju.
-Usiądź.-Margaret wskazała na łóżko.
Dziewczyny usiadły.
-No i jak podoba Ci się szkoła?
Jo zastanowiła się,jak by tu powiedzieć delikatnie,że szkoła się jej po prostu nie podoba.
-Hmm.No wiesz,to dopiero pierwsze dni.No ale...Jeśli mam być szczera to szkoła nie zrobiła na mnie zbytnio wrażenia.
Margaret uśmiechnęła się.
-Rozumiem.Jak tu przyszłam to pierwsze tygodnie,baaa,miesiące...Były dla mnie istną katorgą.Nie tolerowali mnie.Fioletowe włosy,mocny makijaż,glany,złe zachowanie,kolczyki...
No ale później dostali za swoje.Nie jeden pluł krwią bo dostał z glana.
Jo roześmiała się.Podeszła do okna.Wzrok skupiła na bardzo chudej dziewczyny.
-Wow,jaka chuda...
-To Lena.Choruje na anoreksje.Jest bardzo ładna.Ale anoreksja ją niszczy.
Margaret westchnęła.
-Anoreksja musi być straszną sprawą...-Jo szepnęła.
-Tak,i nawet nie wiesz jak bardzo.-Margaret zatopiła w swój wzrok w odległy las.
Jo spojrzała na nią niezrozumiale.
Margaret po chwili odezwała się.
-To taka pułapka.Cholerna pułapka dążenia do perfekcji.Sama kiedyś w nią wpadłam.A wszystko po to aby być ideałem dla niego.Nie słuchałam się nikogo.Gasłam w oczach.Zaczęłam się samookaleczać.Anoreksja niszczyła mi psychikę,niszczyła mnie całą.Straciłam przyjaciół.Rodzice nie dawali sobie ze mną rady.Nawet ja sama ze sobą nie dawałam rady.Chodziłam do psychologa.Pewnego dnia zemdlałam w szkole.Zabrało mnie pogotowie.Zniszczyłam swój organizm.Zdychanie przy kroplówce,leki,tocwszystko...Wreszcie powiedziałam stop anoreksji,samookaleczaniu.Zaczęłam walczyć.Gasłam w oczach,ale nie poddałm się.
Cdn.
 

 
Budzi przeraźliwie głośno zadzwonił.Jo wyłączyła go.Już 6.00 rano.Jo ubrała się w mundurek.Pomalowała rzęsy.Niestety,nie mogła użyć dziś kredki.Dziewczyna spojrzała w lustro.Przypominała siebie sprzed połtora roku.No,gdyby nie te czerwone włosy.Westchnęła ciężko.Zeszła do jadalni.Pyszne płatki,owoce,jogurty i sok pobudziły Jo do życia.Poszła do pokoju.Zebrała książki i udała się na język polski.Weszła do klasy.
-Witaj Jo.-dziewczynę przywitała Susan.
-Dzień dobry.
Nauczycielka zwróciła się do uczniów.
-Zapewne zdążyliście poznać już nową uczennicę.Oto Jo Norgay
Nastała cisza.
-Jo,usiądź obok Margaret.
Jo usiadła do Margaret.Dziewczyna miała kolczyka w wardze,fioletowo-czarne włosy i duże błękitne oczy.
-Witaj Jo.-szepnęła.
-Cześć.Miło mi Cię poznać.
Jo uważnie słuchała co mówi Susan.Jednak nie mogła nic zrozumieć.Myślami odpływała do innych spraw.
Rozległ sie dzwonek na przerwę.Jo wyszła z klasy razem z Margaret.
-Fajne włosy.-powiedziała Margaret.
-Twoje też.
-Po co tu jesteś?
Jo nie wiedziała co odpowiedzieć.
-No chyba jak każdy,po to aby się uczyć.
-Jasne...Zdajesz się,że jesteś całkiem interesującą osobą.
Jo uśmiechnęła się.Dziewczyny usiadły pod ścianą na korytarzu.
-Skąd jesteś?-zapytała Margaret.
-Londyn.
-I znalazłaś się aż tu?
-Bywa i tak.
-Buntowniczka.
-Wcale nie.
-Jasne...
-A Ty,Margaret?Co Tu tu robisz?
-Jestem tu już rok.Sprawiałam rodzicom problemy.Wysłali mnie tu.Abym się poprawiła.
-To tak jak ja.
Nastała cisza.Po dłuższej chwili rozległ się dzwonek na matematykę.
Godziny lekcyjne minęły Jo bardzo wolno.O 13.00 razem z Margaret poszły na obiad.
 

 
Jo była coraz bardziej przerażona tą szkołą.
-A tu odbywa się matemtyka i fizyka.Nauczyciele w naszej szkole są bardzo surowi.Oczywiście oprócz Susan.
-Susan czegoś uczy?
-Języka Polskiego,który odbywa się tu.Chodźmy dalej.
Ruth oprowadziła Jo po całej szkole.Gdy stały pod drzwiami od pokoju Jo zapytała się:
-A tamte prawe skrzydło szkoły?No i lewe?
-Nie możemy tam wchodzić.Wchodzą tam tylko wybrani uczniowie.W prawym skrzydle jest szpital i piwnica.Ale nigdy nie wchodź do żadnych ze skrzydeł szkoły.Nie pytaj więcej o nie.
Jo przestraszyła się groźnego tonu Ruth.Ona natomiast kontynuowała dalej:
-Tam są łazienki.-wskazała palcem.-Niestety jedna na wszystkie dziewczyny.Trzeba długo czekać.Myślę,że wszystko wiesz.
-Dziękuję za pomoc.-Jo uśmiechnęła się.
-Nie ma za co.To moje zadanie.Gdy będziesz miała problem,możesz zawsze na mnie liczyć Jo.
Dziewczyny uścisnęły sobie dłonie.Ruth juz miała iść ale zatrzymała się.
-Musisz oddać telefon.
-Że co?-Jo zamurowało.
-U nas w szkole nie można używać telefonów komórkowych,ani innych sprzętów.Dwa razy tygodniowo możesz dzwonić korzystając z telefonów na dole.Raz tugodniowo można wejść na fejsa tam na dole.Niestety.Jedyny sprzęt to ten magnetofon,stojący na parapecie.
Jo niechętnie oddała telefon.
-Jeszcze raz dzięki za pomoc.
Jo zamknęła drzwi od pokoju.Siadła załamana na łóżku.Nie chciała tu być.Chciał wracać do Londynu.Do swojej paczki.Kto wie,może odnalazłaby się Natalie...Zamrugała powiekami powstzrymując łzy.Zaczęła się rozpakowywać.Po dłuższym czasie spojrzała na zegarek.18.58.
Nie nie.Nie może spóźnić się na kolację.Zbiegła szybko na dół do jadalni.Zdążyła.Rozejrzała się.Nie było żadnego pustego stolika.Bez słowa przysiadła się do chłopka,który siedział sam.
-Mogę usiąść?-zapytała.
-Jasne.
Chłopak podniósł głowę.Jo zauważyła jego prawie czarne oczy.Były piękne.
-Ty to ta nowa?-zapytał po dłuższej chwili.
-Zgadza się.Ja to ta nowa.
-Buntowniczka?
-Ludzie już o mnie plotkują?-Jo roześmiała się.
Chłopak uśmiehnął się.
-Ocenili Cię po kolorze włosów,glanach.Zresztą nieważne...Może się przedstawisz?
-Jestem Jo.A Ty?
-Zack.Fajne włosy...
-Dzięki.Miło było Cię poznać Zack.Muszę już iść.
Jo wstała od stolika i udała sie do pokoju.Poszła skorzystać z łazienki,dopóki nie było kolejki.Po kąpieli zamknęła się w pokoju.Usiadła na łóżku.Włączyła happysad.Chciała już wracać.Nie podobała się jej ta szkoła.Popatrzyła w gwiazdy na okno.Łzy zaczęły spływać jej po policzkach.Nagle ktoś zapukał do okna.Jo zadrżała.Nagle Zack wszedł do pokoju przez okno.Jo roześmiała się.
-Przestraszyłeś mnie.Co tu robisz?
-Nie wiem.Jak narazie siedzę naprzeciwko Ciebiw,na Twoim łóżku.
Jo znów się roześmiała.Zack spojrzał jej głęboko w oczy.
-Płakałaś?
-Nie.
Nastała cisza.Oboje siedzieli na łóżku z głową opartą o ścianę.
-Powiesz mi coś o sobie?
-Jestem Jo.Wystarczy?
Zack uśmiechnął się.
-Czemu trafiłaś do tej szkoły?
-Rodzice mnie tu przysłali.Mieli ze mną problemy.To już drugi areszt.No i przysłali mnie tu.
-Niegrzeczna Jo.A zawsze miałaś czerwone włosy,mocny makijaż,glany?
-Nie.Jestem taka od półtora roku.Odkąd zaginęła moja przyjaciółka.
Zack spojrzał na Jo swoimi dużymi oczyma.
-Zaginęła?
-Tak.Wyszła z domu,nie wróciła.Nikt nie wie co się z nią stało.
Po policzkach Jo spłynęły łzy.
-Od tamtego czasu często kończyłam na policji,biłam się,piłam.Nawet przez jakiś czas się cięłam.
Nie wiem po co Ci to wszystko mówię.Po co Ci to powiedziałam?
-Ciii...Nie płacz...
-A Ty?A Ty co tu robisz?Ciebie też przysłali rodzice?
-Nie mam rodziców.-twarz Zacka zmieniła wyraz.
-Przepraszam.
-Nic nie szkodzi.Trafiłem tu przypadkowo.Tu tak naprawdę jest mój dom.Susan to siostra mojej matki.Mama z tatą zginęli w wypadku.A brat jest żołnierzem.Wyjeżdża pomagać innym w atakach zbrpjnych.Widzę go raz na pół roku.
Zapadła cisza...Zack bez słowa wyszedł przez okno.
Cdn.
 

 
Kolejne dni Jo próbowała pdzekonywać rodziców na zmianę decyzji.Jednak nic to nie dało.
Nastał dzień wyjazdu.Jo stanęła przed lustrem.Ubrała porwane jeansy,bluzkę w krzyżykii glany.Wyprostowała swoje czerwone włosy,nałożyła sporą warstwę tuszu do rzęs.Pomalowała oczy eyelinerem i kredką.Doskonale.Wzięła torbę.Zeszła na dół.Tam czekali już rodzice.Bez słowa poszli do samochodu.Nastolatka jeszcze raz spojrzała na swój dom.Westchnęła i wsiadła do samochodu.
-Dziecko,jakie Ty masz umalowane oczy.-westchnęła mama.-Na szczęście w nowej szkolr wszystko się zmieni.
Na myśl o nowej szkole Jo robiło się nie dobrze.Nie zamierzała zmieniać swojego wizerunku.
Po jakimś czasie zatrzymali się przed jakąś bramą.
-I niby te zadupie to moja nowa szkoła?-zapytała z niedowierzaniem Jo.
-Tak,te zadupie jak to nazwałaś to twoja nowa szkoła.Wysiadaj.-odpowiedział ojciec,który przez całą drogę się nie odzywał.
Jo niechętnie wysiadła z samochodu.Wzięła torby do ręki.Stanęła przed rodzicami.
-To trzymaj się.No i nie rozrabiaj już...Jo.-mama przytuliła córkę i poszła do samochodu nie odwracając się w tył.
-Trzymaj się.-powiedział tata i pomachał w stronę dyrektorki wsiadając w samochód.
Odjechali.Jo była rozczarowana pożegnaniem.Odwróciła się i westchnęła.Podeszła do Pani Dyrektor czekającej na nią pod bramą.
-Witaj Jo.-wyciągnęła rękę na przywitanie.
Jo odwzajemniła uścisk dłoni.Dyrektor kontynuowała:
-Cieszę się,że dołączyłaś do nowej szkoły.Mów mi Susan.
Kobieta uśmiechnęła się swoim olśniewająco białym uśmiechem.Nastolatka rozluźniła się zdając sobie sprawę,że Susan to całkiem miła kobieta.Nigdy nie mówiła do nauczycielki po imieniu.Czuła się dziwnie.
-No więc tak.W Twoim pokoju na biurku są zasady,regulamin naszej szkoły.Ogółem za godzinę przyjdzue do Ciebie prewodnicząca szkoły i powie Ci wszystko co powinnnaś wiedzieć o tej szkole.A teraz zapraszam do jadalni.
Dyrektorka odeszła.Jo weszła do szkoły.Stanęła otwierając szeroko usta.Patrzyła się w głęboki korytarz pomalowany na biało i starodawne meble stojące przy ścianach.Wyjęła kluczyk.Po chwili szukania znalazła swój pokój.Tak.Nr 287.Jo weszła do pomieszczenia.Zatrzasnęła drzwi.
-To jakiś zły sen...-szepnęła.
Pokój był wymalowany na kremowo.Po lewej stronie od okna stało biurko.Naprzeciwko ściany z łóżkiem stała ogromna szafa.Na łóżku leżała czysta bielutka pościel.
-Niczym psychiatryk...-powiedziała dziewczyna do pustych ścian.
Niepewnie otworzyła szafę.Złapała za pierwszy wieszak.Wisiała na nim biała koszula z czerwonym krawatem,granatowa marynarka z wyszytym małym herbem szkoły,granatowa mini.Białe podkolanówki leżały na dnie szafki,a obok nich stały białe baletki.Jo na widok mundurka roześmiała się.Rzuciła na łóżko.Spojrzała na zegarek.13.00.Szybko zamknęła drzwi.Z łatwością przyszło jej odnalezienie jadalni.Weszła do niej pewnym krokiem.Wszyscy na nią spojrzeli.Jo poczuła,że jej twarz oblewa duży rumieniec.Dziewczyny przy stoliku stojącym z lewej zaczęły się śmiać.
"Barbie.."-pomyślała Jo i usiadła przy pustym stoliku.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę,że nie ma na sobie mundurka.Ale nie zamierzała włożyć tych paskudnych szmatek.
Szybko zjadła zupę.Gdy chciała odejść od stolika podeszła do niej dziewczyna ze stolika,który się z niej śmiał.
-A Ty co,o mundurku zapomniałaś?-zapytała śmiejąc się.
-Może tak,może nie.Nie Twoja sprawa panno Barbie.-Jo uśmiechnęła się.
-Lepiej ze mną nie zadzieraj metalu.
Jo złapała za pasmo włosów dziewczyny i nakręciła na palcu.
-Wolę być metalowcem,niż taką pustą lalą jak Ty.
Jo wyminęła rówieśniczkę,ale zatrzymała się po chwili.
-A tak poza tym słucham rocka.-nastolatka mrugnęła i wyszła z jadalni.
Weszła do pokoju.No nieźle.Już ma wroga,a to dopiero pierwszy dzień.Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę!-powiedziała Jo.
Do pomieszczenia weszła wysoka brunetka.Spojrzała swoimi brązowymi oczyma na Jo.Uśmiechnęła się.
-Witaj.Jestem Ruth,przewodnicząca szkoły.
Obie dziewczyny usiadły na łóżku.
-Cześć.Jestem Jo.
-Nie zdążyłaś się jeszcze przebrać?-zapytała Ruth.
-Mam przebrać się w te szmatki?-Jo roześmiała się.Ale szybko przestała widząc minę Ruth.-Zaraz się przebiorę.
-Spokojnie,możesz zacząć od jutra.I nie maluj się tak mocno,u nas w szkole nie można używać ostrego makijażu.No więc tak.W tej szafeczce pod biurkiem znajdują się książki.W szafie masz różne sukienki,nie ma spodni.Są sukienki na zimę,lato.Dopasowane do różnych sytuacji.Hmm.Na biurku leżą zasady,regulamin.Potem sobie piczytasz.Jest tego dość dużo.Plan lekcji masz w szufladce.Hmm.Śniadanie zaczyna się o 7.Obiad o14,a kolacja o 19.00.Nie możesz się spóźnić.Nawet paru sekund,Pan Latimer-opiekun i szef kuchni pilnuje spóźnień.Za spóźnienie grozi kara.No.Co masz taką przerażoną minę?-Ruth roześmiała się.-Nie jest tak źle.Chodź,oprowadzę Cie po szkole.
Jo uśmiechnęła się lekko.
"Tu jest strasznie..."-pomyślała i wyszła z pokoju razem z Ruth.
Podeszły do drzwi oznaczonych literką A.
-Tu odbywa się angielski i włoski.
Cd nastapi.
 

 
-Możesz się pospieszyć?-zapytał nerwowo Lucas.
Jo właśnie kończyła pisać literkę A na drzwiach szkoły.Nagle oślepiły ją latarki.
-Uciekaj!!!-krzyknęła do Lucasa.
Sama wbiegła do szkoły.Wiedziała,że ucieknie policji.Musi się udać.Uderzyła w tylne drzwi szkoły.Nie!Nie!Tylko nie to!Zamknięte...Kroki policjantów było słychać coraz bliżej.Jo schowała się za szafką stojącą na holu.Modliła się aby jej nie zauważyli.Niespodziewanie poczuła mocne szarpnięcie.
-A Ciebie nikt nie nauczył,że nie można niszczyć mienia szkoły?
O nie,to policja.Jo spuściła głowę.Parę godzin później siedziała już pod komisariatem czekając na rodziców.O!Właśnie wyszli.No to Jo ma już przechlapane...
Wszyscy bez słowa wsiedli do samochodu.W drodze do domu nikt się nie odezwał.Gdy dojechali Jo wysiadł pierwsza szybko idąc do pokoju.
-Zaczekaj w salonie moja panno.-powiedział ojciec surowym głosem.
Jo poczuła wielką gulę strachu.Spokojnie siadła na kanapie w salonie a rodzice naprzeciwko niej.Jo patrzyła na ich twarze próbując coś z nich wyczytać.Ojciec zmarszczył brwi.
-Jo!-krzyknął.
Dziewczynę przeszły dreszcze.
-Christopher...Spokojnie.-szepnęła mama.
Nastała chwila ciszy.
-Jo,to już drugie aresztowanie w tym półroczu.Jesteś przenoszona ze szkoły do szkoły,mam już dość rozmawiania z placówkami oświaty.Nieźle dziś zaszalałaś...-powiedziała mama załamującym głosem.
Jo powstrzymała się od wybuchu śmiechu przypominając sobie dzisiejsze wydarzenia.
-Razem z mamą zadecydowaliśmy,że teraz będziesz w szkole poza Londynem.
-Że co?!-krzyknęła Jo.
-Będziesz w internacie.Naukę zaczynasz od następnego tygodnia.
Jo niemogła uwierzyć w to co słyszy.
-Ale...
-Żadnych sprzeciwów-rodzice wyszli.
Po policzkach Jo spłynęły łzy.
-No tak!Najlepiej pozbyć się buntowniczki.Nienawidzę Was!
-Jo!!!-krzyknął ojciec.
Nastolatka pobiegła do pokoju.Gdy się uspokoiła,sięgnęła po telefon.Zadzwoniła do Lucasa.
-Halo?Lucas?
-O hej Jo.Jak tam?Był niezły dym?
-Nawet sobie nie wyobrażasz.Rodzice przenoszą mnie do innej szkoły.Z internatem!Z dala od Londynu!
-Co?!Ale...Przecież....
Nagle rozmowę coś przerwało.Mama weszła do pokoju.
-Telefon.Daj telefon.
-Mamo,ale ja muszę...
-Telefon!
Mama wyrwała telefon z ręki Jo.Wyszła z pokoju.Jo sięgnęła po swoje glany.Kochała je.Ich agresywny wygląd,urok...Założyła je.Otworzyła okno.Zeskoczyła z okna na dach garażu,a potem zeszła po drabince na ziiemie.Poszła na plażę.Siadła na kamien.Zapaliła papierosa.Tak bardzo nie chciała iść do nowej szkoły.Nienawidziła swoich rodziców.Jak mogli jej to zrobić?
Jo wiedziała,że bardzo się zmieniła.Nie jest już piątkową uczennicą,skromną dziewczyną sprzed ponad roku.Teraz ma czerwone włosy,glany,mocno pomalowane oczy,i jest strasznie chuda.Nie ma anoreksji.Ma dopiero 16 lat.Lubiła swoje wystaące obojczyki,oczy,długie nogi,czerwone włosy i glany.Odkąd zaginęła Natalie-jej najlepsza przujaciółka,Jo stała się inną dziewczyną.
Cd nastąpi.Zapraszam do komentowania.
 

 
Witajcie!Dzisiejszy wpis poświęcony jest pewnej mojej propozycji.Otóż patrząc na problemy dzisiejszej młodzieży,chciałabym Wam pomóc.Pomagajmy sobie nawzajem.No więc akcja wygląda tak:
1.Napisz do mnie w wiadomości o swoim problemie.Zapewniam dyskrecję,nie bój się.Porozmawiajmy.A jeśli będzie dużo pytań powtarzających się-odpowiem na nie w następnym wpisie.Piszcie!Akcja start
 

 
Piękna dziś pogoda.Siedzę w pokoju,patrząc w okno.Wsłuchując się w dźwięki COMY,w każde słowo,w każdy dźwięk.Głos Piotra Roguckiego sprawia,że przechodzi mnie miły ciepły dreszcz.
A My....Z harmonii i rozdźwięków z niecierpliwości strun spragnionych,które od bólu zanim pękną pod gniewem rozpalonych dłoni.
Zamykam spokojnie oczy.
Nie pozwalam na łzy.Nie dziś,nie teraz.Muszę rozłożyć skrzydła.Nie pozwolić aby ktoś mi je przyciął.Muszę lecieć.Dążyć do celów.
Żyć,nie raniąc innych.
Kochać i nie pozwolić aby ktoś przeze mnie płakać.
Wygrywać i upadać.
Ale być.Istnieć.I nie zawodzić.
Noc jest z milczenia skrzydeł ptasich.Gwiazdy z mądrości swoich oczu.Rozkute w planetarnym czasie,po grzbiecie nieba światło toczą...Modlitwa jest wzniosłości dzwonów,zadumy kaplic i organów.Z różańca,w pół uśpionych domów co na Mszę pod kościołem staną.
Proszę,nie mów tylko że świat jest do dupy,że życie to wielkie bagno.Spokojnie,jeszcze nie raz dostaniesz kopniaka w dupe od losu.Jeszcze nie raz się zawiedziesz.Jeszcze nir raz zapłaczesz.Ale w każdym coś pęka.Każdy chce żyć.I nie pierdol,że Ty nie chcesz.Jeśli nie chcesz,to co Tu robisz?Dawno wziąłbyś\wzięłabyś tabletki lub podcięła sobie żyły.Ae widzisz...Nie zrobisz tego.Bo jest jeszcze w tobie,tam gdzieś na dnie,siła.Siła do walki.Sięgnij po nią.
Na dziś to tyle.Dobranoc aniołki
WSZYSCY JESTEŚMY ZWYCIEZCAMI!
 

 
Tak się boję o swój psychiczny stan,że zostanę sam.
Nie wiem w którą stronę,nie wiem dokąd mogę dotzreć...
Może już pójdę,a wcale mi się nie chcę.Burdel w mej głowie jak w damskiej torebce.
Siadaj koło mnie,to dla Ciebie jest ławka,posłuchaj jak pięknie o miłości gada,ten który miłości nigdy nie zaznał.
Ojcowie na obcych Ziemiach slą miłosc z prędkością światła a w domach dzieci i matka-w palcach obracają ziarenka różańca.
Zabraniają ust całować płci tej samej a sami dają mi karabin by strzelać do ludzi innej wiary.
 

 
Czasami mam wrażenie,że nie znam niektórych ludzi.Już wiele razy zawiodłam się na nic.Dobrze,że mam Paulinę.Nie mogę jej stracić.Nigdy.A jeśli ją stracę...Nie będę już walczyć...Wezmę garść tabletek i odejdę...
Jestem wdzięczna,że mam ją.Że jest.Gdyby nie Ona-nawet nie chcę myśleć.
Teraz czas uwierzyć w siebie.Odbudować.Zacząć od nowa.Tak.I nie zatrzymywać się.Najgorsze jest już za mną c: A on...Hmm.Trudny temat.Ale kocham go.Szkoda,że ze sobą nie rozmawiamy,no ale mimo wszystko miłość jest piękna.
Ojrj.Testy.Co prawda,próbne no ale...Nie zdziwię się,jeśli wyniki będą złe.Ostatnie miesiące były straszne,schudłam,opuściłam się w nauce.Ale niesie mnie pozytywna myśl,że nie jest źle,że to wszystko ma jakiś sens.
Nie wiem czy nadal prowadzić tego bloga..
Hmmm.
Uśmiechnijcie się.Świat jest piękny.Wybiegnij na pole i krzycz.Kochaj siebie,kochaj życie.Każda minuta może być Twoją ostatnią.
Tu miłość trzyma się na ślinę a szczęście o włos.
Do widzenia kochani.
 

 
______________________________________________
Piętnastolatka siedziała w pokoju.Kolejny dzień dziwny.Już od tygodnia jest bardzo dziwnie.
Rodzice sie kłócą,siostra się wyprowadziła.Zabawneże w tydzień wszystko się zmieniło.A najbardziej ludzie w moim otoczeniu.
Toboi.Kiedys tak blisko siebie ateraz tak daleko.Co ja takiego zrobiłam?Z dnia na dzień zostałam sama.Nie mam wsparcia.Boję się.Tak bardzo się boję.Może mam depresję.Lilka mówi,że powinnnam iść do psychologa.Ale nie chcę zawracać głowy mamie.Moja siostra,Dariama niespełma 17 lat a zaszła w ciąże.Tata wyrzuciłjąz domu,a mama chcęjejpomóc.Dlatego boję siępowiedzieć rodzicom,że od jakiegoś czasu się tnę,płaczępo nocach.Nie mam rodziców typu rodzice z "Trudnych spraw" lub "Ukryta prawda".Nie wiem jak to będzie...
 

 


Wiesz,czego mi brak?Naszego pisania godzinami,mówiłeś,że będziesz zawsze.A dziś?Zachowujemy się jakbyśmy nigdy się nie poznali.
Ale nie żałuję żadnej chwili z Tobą.Bo te chwile sprawiły,że choć na chwilę byłam szczęśliwa.
Ciekawe jakbyś zareagował na to,że mnie już nie ma?
_______
A ja znikąd się więcej nie dowiem,niż z oczu Twych,i powiek.Zaciśniętych do krwi warg.Możesz milczeć sobie,możesz milczeć sobie my i tak wiemy oboje.
 

 
___
Następne tygodnie w moim życiu były piękne.Nie widziałam Olka ani razu od czasu pocałunku.A z Bartkiem układa mi się wspaniale.Tyle niezapomnianych chwil.Tydzień temu byłam z nim na koncercie.Było niesamowicie.Kocham go bardzo.Co do Olka...Nie chcę o nim myśleć.Lepiej będzie jak nie będę o nim wspominała.Kocham motor Bartka.Kocham go!Dzisiaj zjazd motorów.Z tego co wiem startuje w nim Olek...Ale to nic.O 18.00 przyszła Miley z Arkiem.Wszyscy razem poszliśmy na zjazd.Śmiałam się z Bartkiem i robiliśmy sobie śmieszne zdjęcia.Wreszcie zaczął się wyścig.Motocykliści wariowali po placu.Nagle Miley zobaczyła jak Olek pluje na motor Bartka i Arka.
-Ej,co Ty robisz?!-wrzasnęła i podeszła do niego.
-Co za skurwysyn!-krzyknął Bartek i podszedł z Arkiem do Olka.
-Bartek!-krzyknęłam.
-Kochanie,spokojnie...Twój Romeo mi nic nie zrobi...-Olek zaczął się śmiać.
Kopnął motor Bartka.Widziałam jak Bartek zaciska pięści.Znienacka Arek rzucił się na Olka.Zaczęła się bójka.Bartek bił się z kolegą Olka.Panikowałam.
-Uspokójcie się!-krzyczała Miley.
Kolega Olka uciekł.Olek podszedł do Bartka.
-Iga jest moja!-krzyknął Olek.-Ty chuju.No dawaj,uderz,na co czekasz?Dawaj.
Widziałam jak Bartek próbuje nad sobą zapanować.Niespodziewanie uderzył Olka tak mocno,że ten się przewrócił.Podbiegłam do Olka.
-Nic Ci nie jest?-zapytałam z obawą.
Bartek spojrzał na mnie niezrozumiale.Jednak Olek dostał silnego krwotoku z nosa.Jego znajomi zadzwonili po pogotowie.My odeszliśmy od całego zamieszania.
-Co Ty wyprawiasz?!-krzyczałam na Bartka.-Chcesz mieć kolejne problemy z policją?!
-Nie pozwolę aby mówił,że jesteś jego!
-Mogłeś go zabić!!!Jesteś potworem!-krzyknęłam.
Arek z Miley patrzyli na mnie.
Ale Bartek spojrzał na mnie inaczej.Uderzył mnie w twarz z liścia.Łzy stanęły mi w oczach.
-Nienawidzę Cię!-krzyknęłam.-Nigdy Cię nie kochałam!!!
Miley spojrzała na mnie ze łzami w oczach.Widziałam jej rozczarowanie.Bartek popatrzał na mnie zawiedzionym wzrokiem.Odwróciłam się napięcie.I powoli szłam do domu.Wiedziałam,że stoją tam we trójkę i odprowadzają mnie wzrokiem.
Bartek mnie uderzył.Ale wiem,że to moja wina.Sama do tego doprowadziłam.Chyba ich straciłam.Także Miley...Szłam płacząc.
*
W tym samym czasie.
Bartek spojrzał na Arka.Bez słowa wsiadł na motor i odjechał.Arek przytulił Miley.Wsiedli na motor i odjechali.
Siedziałam w pokoju.Wycierałam łzy co chwila.Wzięłam telefon do ręki.Wybrałam numer Bartka.Kliknęłam na niego.Przymknęłam oczy.Wybrałam "usuń".Rozpłakałam się.Chcę zapomnieć.O Bartku,Miley.O wszystkim.Tylko wiem,że zraniłam Bartka słowami.Tak naprawdę kochałam go.
*
Minął tydzień.Zmieniłam szkołę.Nie mam kontaktu z Miley i z Bartkiem.Chcę zacząć nowe życie.Nie jest łatwo.Jestem jak na razie z Olkiem.Zobaczymy co z tego wyniknie.
*
Tymczasem Bartek leżał na łóżku.Wpatrywał się w sufit.Łza spłynęła mu po policzku.Tak bardzo tęsknił za Igą.Dzwonił do niej wiele razy.Ale nie odbierała.Zaczęła nowe życie.Chłopak nie mógł uwierzyć w to,że nie ma już ICH.Nie ma go,nie ma Igi.Nie ma żadnego "MY".Wspiera go Miley z Arkiem.Ale oni sami nie dowierzają że ta wielka miłość była tylko chwilą.
*
Wsiadłam w samochód.Razem z tatą jechałam do supermarketu na zakupy.Tata zapalił światła.Wyjechaliśmy z garażu.Strasznie padało.Nagle zobaczyłam,że niedaleko garażu stoi...stoi Bartek.Zmoknięty spojrzał na mnie.Łzy napłynęły mi do oczu.Wspomnienia wróciły.Odwróciłam głowę.Nie chciałam na niego patrzeć.Chciałabym do niego podbiec,pocałować ale...nie mogę.Olek mnie olewa.Nie jestem dla niego ważna.Skrzywdziłam Miley,Bartka.Nigdy nie będzie nic już takie same.Ale wiem,że już nigdy nie sięgnę po żyletkę.Przecież obiecałam to...Bartkowi...Dobrze wiedziałam,że coś do niego czuję.
*
Bartek z Miley siedzieli pod blokiem.
-Trzymasz się jakoś?-zapytała Miley.
Bartek pokiwał głową.
-Iga okazała się dziewczyną jakich pełno.Ale wiesz,nie żałuję żadnej chwili spędzonej z nią.Nadal ją kocham i zrobiłbym wszystko aby z nią być.
-Rozumiem.Ale Bartek,jest pełno dziewczyn.Znajdziesz sobie inną.
-Nie Miley.Nie tu.Wyjeżdżam.
Miley spojrzała na Bartka ze smutkiem.
-Ale jak to?A Iga?Nie próbujesz?
-Miley...Ona ma Olka.My już dla niej nie istniejemy.Zabawiła się nami.Napewno wiem,że z nikim nie będzie mi tak dobrze jak z nią.Nigdy nie będzie tak wspaniale.Zapamiętaj,nie wszystko kończy się hapyendem i trzeba umieć kochać.Ja umiałem.Odezwę się wkrótce.
Bartek przytulił Miley,wsiadł na motor.Rozejrzał się.Spojrzał na okno Igi.Łza spłynęła mu po policzku.Odpalił motor i odjechał.
____________
Koniec.
 

 
Zapraszam do komentowania wpisów.Miłego weekendu
 

 
Następnie tygodnie minęły bardzo dobrze.Układało nam się z Bartkiem.Dziś niestety nie było go w szkole.
Siedziałam sobie w kawiarni.Za 10 minut miała przyjść Miley.Czekałam na nią jedząc lody.Nagle ktoś zakrył mi oczy.Znałam te dłonie.To Olek...Siadł obok mnie.Znowu wszystko powróciło.Serce biło mi jak oszalałe.
-Hej piękna.-Olek odgarnął mi włosy.
-Cześć.Co Tu robisz?-zapytałam.
-A przyszedłem wypić sobie coś.
-Dawno się nie widzieliśmy.-szepnęłam powstrzymując łzy.
-Racja.Byłem nad morzem odpocząć od tego wszystkiego.
Zapadła cisza.
-Wiem,że Cię skrzywdziłem.Ale nie chciałem.Iga,zrozum oddałbym wszystko abym mógł być z Tobą.
Nasze twarze zbliżyły się do siebie.Nasze wargi zetknęły się.Czułam się wspaniale.Nadal kochałam Olka ale nie wiem co z Bartkiem.Przestaliśmy się całować ale nasze twarze nadal były blisko siebie.
Niespodziewanie do kawiarni wpadł Bartek.Zobaczył nas.Podszedł do Olka i uderzył go.Nigdy nie widziałam go tak wściekłego.Zaczęli się bić.
-Bartek!Przestań!Przestańcie!-próbowałam ich rozdzielić.
Szef kawiarni rozdzielił chłopaków.Bartek spojrzał na mnie.Uniknęłam jego wzroku.Wyszedł.Wybiegłam za nim.
-Bartek,zaczekaj!-krzyknęłam.
-Na co?Aby patrzeć jak liżesz się z nim za moimi plecami?!
-Przestań tak mówić!-krzyczałam.-Dlaczego go uderzyłeś?!
-Ciesz się,że go nie zabiłem!
Patrzyłam na Bartka z niedowierzaniem.Nie wiem czy to był ten sam Bartek.
-Jesteś potworem!-krzyczałam.
-Kto tu jest potworem?!Całowałaś się z nim będąc ze mną!I Ty nie chcesz być raniona przez innych?To może sama przestań ranić!A może ja dla Ciebie nigdy nic nie znaczyłem,co?!Może byłem tylko chwilą pocieszenia?!
-Nie wiem!-krzyknęłam.
Bartek spojrzał na mnie ze łzami w oczach.Zraniłam go tymi słowami.Nie chciałam tego powiedzieć.Bartek wsiadł na motor i odjechał.Olek objął mnie w pasie.
-Ciii!Nie płacz.-szepnął mi do ucha.
Miley spojrzała na mnie i pokręciła głową.
-Zastanów się co robisz dziewczyno.-powiedziała i poszła.
Odepchnęłam Olka i poszłamz także do domu.
Rzuciłam się z płaczem na łóżko.Co ja narobiłam?Bartek miał rację.Jak mogłam mu to zrobić?Spojrzałam na krzesło.Bartek zapomniał bluzy.Poszłam do niego zapłakana.Zapukałam.Otworzył on.Westchnął.
-Zapomniałeś bluzy.-szepnęłam.
Zapadła cisza.Bartek wpuścił mnie do środka.
Siedzieliśmy w ciszy.
-Przepraszam.-wyszeptałam i podeszłam do okna.
Znowu zapadła cisza.Bartek się nie odzywał.Minęło chyba dobre z pół godziny.Stałam tak przy oknie,poczułam ręce Bartka w pasie.Objął mnie.Zamknęłam oczy.Staliśmy tak przytuleni.Tak bardzo go kochałam a mogłam go stracić.Bartek przyciągnął mnie do siebie.
-Nie zdejmuj tej bluzy.Wyglądasz w niej seksownie.-uśmiechnął się.
Byłam szczęśliwa.Poszliśmy do jego pokoju.Bartek siadł na łóżku.Ja włączyłam muzykę.Podeszłam do niego.Pocałował mnie.Rozpiął mi bluzę.Spędziłam z nim noc.Zrozumiałam,że go kochałam.
 

 
Siedziałam w pokoju wsłuchując się w happysad.Dopiero teraz do mnie dotarło czy to co mówiłam Bartkowi to prawda.A może zrobiłam to tylko po to aby nie cierpiał?Już sama nie wiedziałam co robię.Nagle rozległo się pukanie do drzwi.Do pokoju wszedł Bartek.
-Hej.-powiedział i usiadł obok mnie.
Uśmiechnęłam się.
-Iga.Przyszedłem z Tobą porozmawiać tak na poważnie.
Bałam się tej rozmowy.Ale spojrzałam na Bartka.Był poważny jak nigdy dotąd.Nie chciałam go ranić choć wiem,że postąpiłam źle.
-Czy ty naprawdę mnie kochasz?-zapytał.
Spojrzałam na niego.
-Przecież dobrze wiesz że tak.-roześmiałam się.
Zgłupiałam.Kochałam Bartka ale Olek mimo wszystko nadal był dla mnie ważny.
Ale nie myślałam o przyszłości.Myślałam o teraźniejszości.Bartek pocałował mnie.
Obudziłam się rano w objęciach Bartka.Zrobiłam nam śniadanie i poszliśmy do szkoły.Przy nim czułam się bezpiecznie.
-------------_-
 

 
________________________________________________
Tak bardzo cieszyłam się,że Bartkowi nic się nie stało.Razem poszliśmy do domu.
W następnym dniu po szkole poszłam z Bartkiem na długi spacer.Szliśmy w milczeniu.
-Iga...-Bartek stanął przede mną.-Przepraszam Cię za wszystko.
Uśmiechnęłam się.
-Nie przepraszaj.
Zapadła cisza.
-Bartek,czy Ty coś do mnie czujesz?-wypaliłam.
Bartek uniknął mojego wzroku.
-Nie chcę rozmawiać o jakiś głupich uczuciach.
Bartek szedł dalej.
-To po co mnie pocałowałeś?Po co ten cały teatrzyk?-wykrzyczałam.
-Aż taka ślepa jesteś?Dotąd bałem się zakochać.Ale gdy zobaczyłem,że przeszłaś przez to co ja,wtedy coś poczułem.Nie chciałem ale nie potrafiłem nad tym zapanować.
Bartek spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.
-Ale widzę,że jesteś taka sama jak wszystkie...
Wtedy zobaczyłam w oczach tę jego gasnącą chęć do
życia.JA chyba...Ja chyba też go kochałam.
-Bartek!-krzyknęłam.
Ale Bartek mnie nie słuchał.Szedł coraz szybciej.
Zaczęłam biec.Stanęłam naprzeciwko niego.
-Ja...Kocham Cię.-wyszeptałam.
Bartek podniósł mnie na rękach.
_______________________________________________
Kochani,przepraszam,ale nie dam rady napisać dalszej części dziś.Komputer dobrze mi chodzi ale nie mam ochoty.Najchętniej teraz kogoś bym pobiła,rozjebała coś.Dobranoc aniołki.
 

 
_______________________________________________
W następnym dniu Bartek się do mnie nie odzywał.I przez następny też.Nie odpisywał na moje sms.Ale pogodziłam się z Miley.To chyba jedyna dobra wiadomość.Znów złamałam obietnicę.Ale Bartka już to nie obchodziło.Siedziałam sama w domu przed telewizorem.Łzy spływały po moich policzkach.Jak zwykle.Przełączałam z kanału na kanał.Postanowiłam zobaczyć co nowego w wiadomościach.Pokazywali jakiś wypadek motocyklowy.Gdy usłyszałam gdzie to jest od razu pomyślałam o Bartku.Przecież to wyścigi motocyklowe na których miał być Bartek.
Serce zaczęło bić mi jak oszalałe.Zbiegłam na dół do mieszkania Arka.Pukałam jak oszalała.Otworzył Arek.Spojrzał na mnie dużymi oczami.
-Zawieź mnie na zjazd motorów!
Arek spojrzał na mnie tym swoim dziwnym wzrokiem.Nagle spoważniał.
-Bartek...-szepnął.
Po chwili byliśmy już na miejscu.Wybiegłam z samochodu.Biegłam po placu w stronę karetek rozglądając się i płacząc.Nagle zatrzymałam się.Parę metrów przede mną stał on.Żył!!!
Odwrócił się w moją stronę.Miał odrapaną twarz.Patrzyliśmy tak na siebie przez dłuższy czas.Rozpłakałam się i pobiegłam w jego stronę i go bardzo mocno przytuliłam.
-Tak się bałam...-szepnęłam.
I wtedy zrozumiałam jak bardzo zależy mi na Bartku.Nie wiem czy go kochałam ale zależało mi na nim.Staliśmy tak objęci wśród karetek i policji.
_______________________________________________
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
_________________________________________________
Weszłam do szkoły.Od razu przy wejściu czekała na mnie zdenerwowana Miley.
-Jesteś cała?Słyszałam o tym pobiciu.Wiem,że to Olek.Co z Bartkiem?-zapytała zaniepokojona.
-To nic groźnego.Trochę stłuczeń,siniaków i draśnięć.
-Iga,przepraszam za to co powiem.Ale czy nie za bardzo mieszasz w swoje sprawy Bartka?-zapytała nieśmiało Miley.
Spojrzałam na nią.
-Ale ja nie chciałam aby się mieszał.On sam...
-Chłopak prawie zapłacił życiem za Ciebie.-Miley podeszła do mnie.-Moim zdaniem to za dużo.
-Czyli co?To moja wina?
-Oj Iga.Nie to miałam na myśli.
-A co miałaś na myśli?Dzięki Miley za Twoje rady ale poradzę sobie.
-To sobie radź.
Miley poszła.Ja nie chciałam się z nią kłócić.łzy napłynęły mi do oczu.W tym czasie do szkoły wszedł Olek.
-Kogo ja tu widzę?-powiedział mi do ucha.
Patrzyłam na niego z wyrzutem.Kochałam go a jednocześnie nienawidziłam.Chciałam go ale jednak nie.Olek podszedł do mnie i szepnął mi do ucha:
-I tak mnie kochasz.
Popatrzyłam jak odchodzi.
Po szkole od razu udałam się do szpitala.Gdy weszłam do sali Bartek akurat zakładał kurtkę.
-Co Ty robisz?-zapytałam.
-Wypisuję się na własne żądanie.-uśmiechnął się.
-Ale nie możesz...Twoje zdrowie...
-Iga...To tylko pobicie.Nic mi nie jest.Twarda ze mnie sztuka.-mrugnął do mnie.-A teraz pokaż mi nadgarstki.
Podwinęłam rękawy i zadowolona z siebie powiedziałam:
-Już nigdy więcej.
-No ja myślę.Chodź,idziemy.
Poszliśmy do mieszkania Bartka.Gdy staliśmy pod blokiem Bartek zapytał się mnie:
-Mogę zabrać Cię na przejażdżkę?
-Mnie?Ale czym?-rozejrzałam się uśmiechając.
-A tym cudem.-Bartek wskazał na ścigacza stojącego pod blokiem.
Nie chciałam wsiąść.Bałam się.
-Ymmm...Myślę,że to nie najlepszy pomysł.-powiedziałam cicho.
-Nie bój się.Chodź.
Wsiadłam na motor.Serce biło mi jak oszalałe.Objęłam go w pasie.Ale chyba trochę za mocno.
-Udusisz mnie.-roześmiał się Bartek.
-Przepraszam.-poczułam jak oblewa mnie rumieniec.
Oparłam powoli głowę o jego ramię.Czułam się dziwnie obejmując go.Zamknęłam oczy.I ruszyliśmy.Zaczęłam piszczeć.Ale po chwili uspokoiłam się.Już się nie bała.Jechaliśmy nieznaną nam uliczką gdzie nie było żadnych samochodów,nie było nikogo.Zatrzymaliśmy się.
-Piszczałaś jak oszalała.-zaśmiał się Bartek.
-Ale tylko przez chwilę.-roześmiałam się.
Pierwszy raz od paru dni byłam szczęśliwa.A siniak pod okiem Bartka rozbawiał mnie jeszcze bardziej.Staliśmy we dwoje przy barierce i wpatrywaliśmy się w gwiazdy.Nagle Bartek przysunął się do mnie.Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.Przysunął się do mnie.Próbował mnie znowu pocałować.Ale odsunęłam się.
-Zwolnij!-krzyknęłam.
-O co Ci chodzi?-zapytał z wyrzutem.
-Znamy się tylko parę dni.Co mają znaczyć te pocałunki?!Ubzdurałeś sobie coś czy co?!Masz mnie zostawić!
Bartek spojrzał na mnie z nienawiścią w oczach.
Pobiegłam do jego ścigacza.
-Możemy jechać już do domu?-zapytałam wściekła.
Bartek wsiadł na motor.Ja też.Ale nie trzymałam się już go.
Dłuższy czas później byłam już w domu.Weszłam po cichu do domu aby nikogo nie obudzić.Weszłam do swojego pokoju.Rzuciłam torbę w kąt.I wtedy doszło do mnie,że zachowałam się jak idiotka.
________________________________________________
 

 
Witam kochani.
Wreszcie weekend
_________________________________________________
Nie spałam całą noc.Cały czas myślałam o tym co się wczoraj wydarzyło.Dziś przyjeżdżają rodzice.
O nie...Trzeba chować nadgarstki.Przed 7.00 rozległo się pukanie do drzwi.Otworzyłam je.To Bartek.Oj...Rana przy nosie wyglądała strasznie.
-Hej.-powiedział uśmiechając się.
-Cześć.Wejdź.
Bartek wszedł do środka.Czułam się niezręcznie w obecności Bartka po wczorajszych wydarzeniach.Ale on nie poruszał tematu.Zachowywał się,jakby nic się nie stało.Może to i lepiej...
-Bardzo Cię boli?-zapytałam.
-Nie.To tylko tak źle wygląda.To idziemy do szkoły?
-Jasne.
Dzień w szkole minął zaskakująco szybko.Po lekcjach Bartek zapytał mnie czy nie zechciałabym iść z nim na spacer.Zgodziłam się.Poszliśmy więc ścieżką gdzie prawie nikt nie chodził.Miło nam się rozmawiało.Bartka znałam zaledwie parę dni ale był dla mnie bliski.Ale Olek...Na myśl o nim serce zaczynało mi mocniej bić.Kocham go.Tak bardzo go kocham.Łzy napłynęły mi do oczu.
-Ty płaczesz?-zapytał Bartek.
-Nie,coś mi wpadło do oka.
-Olek Ci wpadł do oka i wypaść nie może.-powiedział Bartek.
Popatrzyłam na niego niezrozumiale.
-A Ty?Ty nadal kochasz Anetę?-zapytałam nieśmiało.
Ale nagle do Bartka podbiegło dwóch przyjaciół Olka.Przewrócili Bartka i zaczęli go kopać.
-Zostawcie go!Pomocy!!!-krzyczałam.
Ale nikt mnie nie słyszał.Próbowałam odciągnąć napastników od mojego przyjaciela ale byli za silni.Zaczęła się dość mocna bójka.Ale Bartek nie dawał rady.Dwóch na jednego.Nie miał szans.Przewrócili ponownie Bartka,i kopali go po całym ciele.Zobaczyłam krew.
-Boże!!!Bartek!!!Zostawcie go!-rozpłakałam się.
Podbiegłam do Bartka.Ale jeden z napastników odepchnął mnie tak mocno,że walnęłam głową o drzewo.Poczułam straszny ból.Widziałam rozmazany obraz jak kolesie uciekają.Po chwili doszłam do siebie.Podbiegłam do Bartka.Ten leżał i zwijał się z bólu.
-Bartek!Bartek-klęknęłam przy nim.
Gdy zobaczyłam obok niego krew zadzwoniłam po karetkę.Zabrali Bartka.A ja zaryczana pobiegłam do Olka.Zapukałam do jego drzwi.Otworzył mi on.
-Ty bydlaku!Wiem,że to Ty nasłałeś tych kolesi w parku!-rzuciłam się na niego.
On złapał mnie za ręce.Bolało.
-Au!Puść!-krzyknęłam.
On przyciągnął mnie do ściany.
-Słuchaj laska!Co Ty sobie ubzdurałaś?Myślałaś,że ja z Tobą?Że to potrwa wiecznie?Zabawna jesteś.
Pocałował mnie.Bałam się go.Był potworem ale mimo to nie mogłam przestać go kochać.Puścił mnie i zatrzasnął drzwi.Stałam na klatce schodowej.Rozpłakałam się.Wybiegłam z bloku.Rozejrzałam się.Właśnie jakaś pani wysiadała z taksówki.Podbiegłam do samochodu i wsiadłam do niego.
-Proszę do szpitala na Lwowską.
-Wszystko dobrze?-zapytał kierowca patrząc na mnie współczującym wzrokiem.
-Proszę jechać!-wycedziłam.
Naprawdę nie chciałam być taka nie miła,ale nie miałam czasu na pogawędkę z kierowcą taksówki.Otarłam łzy.Kierowca postarał się i całkiem szybko byłam już pod szpitalem.Rzuciłam mu banknot.
-Reszty nie trzeba!-krzyknęłam i wysiadłam z auta.
Wbiegłam do szpitala.Rozejrzałam się.Podeszłam do jakiejś pielęgniarki.
-Dzień dobry.Gdzie leży Bartek Zwoliński?Przywieziono go dzisiaj tutaj pobitego.
Pielęgniarka spojrzała na mnie.Wiem,że wyglądałam nie za dobrze.Cała czerwona,oczy szkliste od płaczu,rozczochrana.Ale w tej chwili mnie to nie obchodziło.
-Tam na wprost.Szóste drzwi po prawej to jego sala.
-Dziękuję.
Biegłam przez korytarz rozglądając się i co chwila ocierając łzy.Wreszcie znalazłam jego salę.Weszłam.Leżał z wacikami przyłożonymi do nosa.Uśmiechnął się.Rozpłakałam się.Znowu.
Siadłam obok niego.
-Przepraszam...-wyszeptałam.
-Cii...To nie przez Ciebie.Nie płacz,proszę.-szepnął.
Uśmiechnął się.Podziwiałam go.Mimo wszystko się uśmiechał.
-Nic Ci nie jest?-zapytałam.
-Jutro będą siniaki,rany i takie tam.Będę wyglądał strasznie więc nie przestrasz się.-roześmiał się ale jego śmiech szybko przerodził się w kaszel.
-Auuu.-szepnął uśmiechając się.
Uśmiechnęłam się przez łzy.Siedzieliśmy tak w ciszy.Trzymałam go za rękę.Tak sama z siebie.Martwiłam się o niego.Zobaczyłam,że zasnął.Cicho wyszłam z sali.
Gdy doszłam do domu,w salonie siedzieli już rodzice.
-A o której się wraca ze szkoły moja panno?-zapytał surowo tata.
-Miałam dziś projekt.-powiedziałam wymijająco.
-Ty płakałaś?-zapytała mama.
-Wywaliłam się po drodze.
Poszłam do łazienki.Przemyłam twarz zimną wodą.
Chciałam zapomnieć o tym co się dzisiaj działo.Tak bardzo chciałam zapomnieć...
_______________________________________________
  • awatar Elkaaami: Świetny blog. Zapraszam do mnie. Zostaw coś po sb :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zapraszam na dalszą część opowiadania
_______________________________________________
Obudziłam się.Spojrzałam na zegarek.6.00.
Podniosłam się ciężko z łóżka.Nie chciało mi się jeść śniadania.Nie jestem głodna.Ogarnęłam się.
Gdy pakowałam książki zadzwonił dzwonek do drzwi.
Kto to mógł być tak wcześnie?Otworzyłam drzwi.
Stał w nich uśmiechnięty Bartek.
-Hej.-powiedział.
-Cześć.Wejdź do środka.Założę tylko płaszcz i buty i możemy iść do szkoły.-wpuściłam Bartka do domu.
-Nadgarstki.Pokaż mi nadgarstki.-powiedział stanowczym głosem.
Odwinęłam rękawy.
-Nie ma nic.-szepnęłam i uśmiechnęłam się.
-No,zuch dziewczyna.
Po paru minutach wyszliśmy z domu.Po drodze do szkoły miło się nam gawędziło.
Dzień w szkole minął bardzo szybko.Po szkole udałam się z Miley na pizzę.
-A ten Twój nowy kolega Bartek to fajny jakiś koleś?-zapytała Miley.
-Bartek?Jest wspaniały.Wydaję mi się,że rozumie mnie jak nikt inny.
-Ej no...A ja?-Miley zrobiła smutną minę.
-Oj Miley.Przecież wiesz,że jesteś moją przyjaciółką.Ale Bartek przeszedł już przez to i teraz chce uratować mnie.Jest fajny.
-To fajnie.Mam nadzieję,że już nie łapałaś za żyletkę?
Pokręciłam przecząco głową.
-A co tam u Ciebie?-zapytałam.
-A dobrze całkiem.Z Arkiem też mi się układa.Jest dobrze.
Drzwi od pizzerii otworzyły się.Spojrzałam na nie.Do środka wchodził właśnie Olek z Sarą.Uśmiechnięci.trzymający się za rękę.
Spojrzał na mnie obojętnym wzrokiem i pocałował Sarę w policzek.Łzy napłynęły mi do oczu.Wstałam od stolika,chwyciłam za płaszcz i wybiegłam z pizzerii a Miley za mną.
-Ej,zaczekaj!-krzyczała Miley.
-Ja muszę już iść do domu.Baw się dobrze.Miłej zabawy.-powiedziałam do przyjaciółki i pobiegłam do domu.
Wbiegłam do mieszkania.Zsunęłam się po ścianie.
Płakałam.Znowu.Chęć uspokojenia się za pomocą żyletki nie dawała mi spokoju.Walczyłam sama ze sobą.Ale nie wytrzymałam.Parę nowych kreseczek.
Złamałam obietnicę.Krew spływała wzdłuż mej ręki.
Oparłam głowę o ścianę.Westchnęłam.Pociągnęłam jeszcze parę razy po nadgarstku.O tak.Teraz byłam spokojna.Ale po chwili zdałam sobie sprawę co zrobiłam.Rozpłakałam się.Nagle do mieszkania wbiegł Bartek.Klęknął przy mnie.Objął moją twarz swoimi dłońmi.
-Obiecałaś...-szepnął.-Obiecałaś...
-Przepraszam.-wydusiłam z siebie.-Ale ja już nie potrafię...
-Potrafisz!-wykrzyczał.
Poszedł po chusteczki i bandaże.Zawinął mi nadgarstek.
Rozległ się dzwonek do drzwi.
-Otworzę.-powiedział Bartek i podszedł do drzwi.
A w drzwiach...stał Olek.Widziałam jak Bartek robi ten swój surowy wzrok.
-Co Ty tu robisz bydlaku?-zapytał ostro.
-Nie bydlaku.Zważaj sobie dupku.Przyszedłem porozmawiać z Igą.-powiedział Olek i wszedł do mieszkania.
Stałam z Olkiem naprzeciwko siebie.Łzy płynęły po moich policzkach.Olek spojrzał z uśmiechem na moje nadgarstki.
-A to co?-zapytał śmiejąc się.
Zamurowało mnie.On śmiał się ze mnie.A ja...A ja cierpiałam.Niespodziewanie Bartek wybuchnął.Rzucił się na Olka z pięściami.
-Ty dupku!Wypierdalaj mi stąd.Abym Cię więcej tu nie widział.
Ale Olek uderzył tak mocno Bartka,że poleciała mu krew z nosa.Bartek podniósł się z podłogi i wściekł się.Wziął Olka za bluzę i przycisnął do ściany.
-Jeszcze raz się tu pojawisz a pożałujesz.-powiedział.
Zadał mu parę uderzeń z pięści.
-Ej,uspokójcie się!Co Wy robicie?!Bartek!!!
Próbowałam odciągnąć Bartka od Olka ale nie mogłam.Ten okładał go pięściami i wyprowadził go za dzrzwi.
-Skurwiel.-powiedział Bartek ocierając krew z nosa.
A ja stałam i patrzyłam na niego zszokowana.Nie mogłam uwierzyć w to,że Bartek potrafi się tak zezłościć.Podszedł do mnie.I złapał mnie za ramiona.
-Jesteś bezpieczna.Nie bój się.-szepnął.
-Dziękuję.Poczekaj,zobaczę co z tym Twoim nosem.
Chciałam iść do kuchni ale Bartek pociągnął mnie do tyłu i niespodziewanie mnie pocałował.
Patrzyłam na niego dużymi oczami.On na mnie też.Złapał za kurtkę i wyszedł bez słowa.
Ja nadal stałam w korytarzu nie wierząc w to co się stało.
_______________________________________________
Kochani,na dziś to tyle.Życzę Wam miłej nocy i zapraszam do komentowania
  • awatar Na ślinę...: Hehe :) Ciezę się,że Ci się podoba :D
  • awatar Gość: Piszesz tak ciekawie. Codziennie sprawdzam czy pojawiła się dalsza część opowiadania. Naprawdę jestem pod wrażeniem. Akcja coraz bardziej się rozkręca.Oby tak dalej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›